Po blisko 2 miesiącach bycia razem już się oswoiliśmy; Pixel przywykł do Nas, naszego trybu życia i zachowań a my do piesieła jego istnienia, wariactw, szaleństw i życia.
Nasza współzależność zaowocowała wielką miłością obustronną:)
My czyli Ja i P. w tym dziwnym stadzie stawimy warunki i dyktujemy zasady a Pixel się z nimi zgadza albo próbuje pokazywać rogi i walczy ale po dłuższym lub krótszym czasie akceptuje je.
Rogi pokazuje choć właściwie są sytuacje w których trudno je ukryć:)
Notoryczne mordowanie na strzępy paczek chusteczek, zabawek, kradzenie mi skarpetek, wyżeranie tego co pies żreć nie powinien (gumy z chodnika, pety, jakieś kości z trawnika, szyszki, bukszpan) gryzienie wszystkiego [rosną nam nowę ząbki i swędzą dziąsełka] tego co mu damy do gryzienia ale i łapanie się za gumowe końcówki od ładowarki czy, o grozo.., myszki od komputera; to wszystko już mnie nie dziwi. Nie dziwi mnie ile mieści się w psim pysku kiedy kradnie i ucieka. Nie są dla mnie zaskoczeniem psie humorki: wstępowanie nań demona rozrabiania i demolowania, smuteczki psie, nostalgia przybalkonowa czy "zostaw mnie chcę spać".
Rozumiem też psie komplostwo. Dziwiło mnie jedynie, że woli towarzystwo psów dwa razy większych od niego (labradory, collie, retriwery, dobermany) a zupełnie olewa psy swoich gabarytów (jako szczeniak jest wielkości yorka czy pappilon'a). Teraz już wiem, że psie EGO jest tak duże że z psa się wylewa:)
(:Terrier to nie rasa to charakter:)
Każdy w naszym stadzie jest dobry w czymś innym: P. robi najlepsze kongi nad słońcem (takie co to nie są wyjedzone w 3 minuty), szaleje z psem jak mały chłopak, więc spacery z Panem są suuuper,
ja z kolei mam cierpliwość naumieć piesa czegoś nowego - po tym jak pogryzł P. do krwi kiedy ten chciał mu wyjąć z pyska kijek i rzucać go dalej nauczyłam piesa
komendy "zostaw" i puszcza kij oraz siada kiedy chce żeby mu rzucać.
Pixel jest najlepszy w byciu sobą:)
Wiem, że pierwsze razy są najlepsze i taką oto mam małą listę:
-Pixel pierwszy raz się skąpał w jeziorku
-utytłał się i wytarzał w błocie tak, że nie wiadomo było jaki ma kolor sierści
-wyrwał się ze smyczy i przez szparę w ogrodzeniu wszedł na ogród sąsiadki i wykopał jej kwiatki
(musiałam zadzwonić dzwonkiem coby otworzyła, bo nie mogłam go capnąć - ale była kara, chyba z 2h nie było odzywania się a jedynie ignorowanie)
-wypadły mu dwa przednie ząbki
-zjadł/schował/zgubił/rozwalił (to wie tylko on) mój złoty łańcuszek z równie złotym serduszkiem
-ugryzł Pana do krwi
-zjadł kupę psią i wytytłał mi nią skórzane rękawiczki
-zasmakował w olejach (od śledzi, dyniowy, sezamowy) i ma błyszczącą sierść
-w mgnieniu oka umie zjeść ważącą dobry kilogram świńską kość
-je jabłko, banana, gruszkę, buraczka, ogórka, marchewkę i pigwę:)
i co najważniejsze KOCHA NAS!
A wiemy o tym, bo okazuje to nam na 100 psich sposobów:)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz