wtorek, 8 grudnia 2015

Ułożyło się nam :)

  Po blisko 2 miesiącach bycia razem już się oswoiliśmy; Pixel przywykł do Nas, naszego trybu życia i zachowań a my do piesieła jego istnienia, wariactw, szaleństw i życia.

Nasza współzależność zaowocowała wielką miłością obustronną:)
  My czyli Ja i P. w tym dziwnym stadzie stawimy warunki i dyktujemy zasady a Pixel się z nimi zgadza albo próbuje pokazywać rogi i walczy ale po dłuższym lub krótszym czasie akceptuje je.
Rogi pokazuje choć właściwie są sytuacje w których trudno je ukryć:)
Notoryczne mordowanie na strzępy paczek chusteczek, zabawek, kradzenie mi skarpetek, wyżeranie tego co pies żreć nie powinien (gumy z chodnika, pety, jakieś kości z trawnika, szyszki, bukszpan) gryzienie wszystkiego [rosną nam nowę ząbki i swędzą dziąsełka] tego co mu damy do gryzienia ale i łapanie się za gumowe końcówki od ładowarki czy, o grozo.., myszki od komputera; to wszystko już mnie nie dziwi. Nie dziwi mnie ile mieści się w psim pysku kiedy kradnie i ucieka. Nie są dla mnie zaskoczeniem psie humorki: wstępowanie nań demona rozrabiania i demolowania, smuteczki psie, nostalgia przybalkonowa czy "zostaw mnie chcę spać".
Rozumiem też psie komplostwo. Dziwiło mnie jedynie, że woli towarzystwo psów dwa razy większych od niego (labradory, collie, retriwery, dobermany) a zupełnie olewa psy swoich gabarytów (jako szczeniak jest wielkości yorka czy pappilon'a). Teraz już wiem, że psie EGO jest tak duże że z psa się wylewa:)
                                               (:Terrier to nie rasa to charakter:)


Każdy w naszym stadzie jest dobry w czymś innym: P. robi najlepsze kongi nad słońcem (takie co to nie są wyjedzone w 3 minuty), szaleje z psem jak mały chłopak, więc spacery z Panem są suuuper,

ja z kolei mam cierpliwość naumieć piesa czegoś nowego - po tym jak pogryzł P. do krwi kiedy ten chciał mu wyjąć z pyska kijek i rzucać go dalej nauczyłam piesa
komendy "zostaw" i puszcza kij oraz siada kiedy chce żeby mu rzucać.
Pixel jest najlepszy w byciu sobą:)
 

Wiem, że pierwsze razy są najlepsze i taką oto mam małą listę:
-Pixel pierwszy raz się skąpał w jeziorku
-utytłał się i wytarzał w błocie tak, że nie wiadomo było jaki ma kolor sierści
-wyrwał się ze smyczy i przez szparę w ogrodzeniu wszedł na ogród sąsiadki i wykopał jej kwiatki
(musiałam zadzwonić dzwonkiem coby otworzyła, bo nie mogłam go capnąć - ale była kara, chyba z 2h nie było odzywania się a jedynie ignorowanie)
-wypadły mu dwa przednie ząbki
-zjadł/schował/zgubił/rozwalił (to wie tylko on) mój złoty łańcuszek z  równie złotym serduszkiem
-ugryzł Pana do krwi
-zjadł kupę psią i wytytłał mi nią skórzane rękawiczki

-zasmakował w olejach (od śledzi, dyniowy, sezamowy) i ma błyszczącą sierść
-w mgnieniu oka umie zjeść ważącą dobry kilogram świńską kość
-je jabłko, banana, gruszkę, buraczka, ogórka, marchewkę i pigwę:)

i co najważniejsze KOCHA NAS!
A wiemy o tym, bo okazuje to nam na 100 psich sposobów:)





środa, 18 listopada 2015

cierpliwość po raz kolejny

Dawno nie pisaliśmy ale jak już we wcześniejszych postach było zaznaczone odkąd jest z nami Pixel czas się wybitnie skurczył mimo iż biegnie tak samo.

Pixel jest z nami już od ponad 1,5 miesiąca. W tym czasie w domu trzeba było:
- kilka rzeczy zabezpieczyć przed jego zębami;
- kilka rzeczy z domu się pozbyć gdyż dosięgły je zęby Pixela;
- kilka rzeczy wyprać po razy wiele gdyż Pixel na nie nasikał :)
większych strat nie odnotowałem.
Chyba, że można w straty wrzucić utratę cierpliwości do której kochany Pixel dziś mnie doprowadził.

Jazda samochodem została przez bohatera polubiona, w chwili obecnej w samochodzie nie piszczy i wręcz śpi lub takie wrażenie sprawia.

Chodzimy z psem na spacery a dokładniej rzecz biorąc częściej na długi około 2 godzinny spacer w ciągu tygodnia przeważnie chodzi z nim K. choć i mnie się zdarza.

Pixel był już z nami u moich rodziców gdzie miał okazję poznać Taigera, spotkanie przyjemne choć Taiger już ledwo nadążał za Pixelem.

Pixel lubi kopać :)


Uczymy się we trójkę siebie i swoich granic. Popełniamy błedy i staramy się wyciągać wnioski (dzisiejsze ugryzienie).
Pixel jest grzeczny ale potrafi pokazać swój charakter jednak cierpliwość rośnie i wiele nas to kosztuje a jeśli nie nas to mnie pewnie tak.

pozdrawiam P.


sobota, 24 października 2015

już prawie miesiąc

Już prawie cztery tygodnie Pixel jest z nami.
Wiele się w naszym życiu zmieniło.
Po pierwsze czas, czas płynie tak szybko, że w nie wiadomo kiedy mija :)
Przed pojawieniem się Pixel'a czasu jakby było trochę więcej. Taką mamy wspólną konkluzje z K.

Poza tym Pixel rośnie a oto dowód:

Za nami już dwa szczepienia, jeszcze tydzień i już będzie można chodzić na spacery gdziekolwiek, póki co ograniczamy się do wyjazdów w miejsca gdzie nie ma kontaktu z innymi psami ale jest fun :)


Nauka cierpliwości ciągle trwa i trwać będzie.
Skuteczność w trafianiu na matę wzrosła do niemal 90%

Pozdrawiam P.

wtorek, 20 października 2015

Pierwsze razy


Za nami pierwsza wizyta z psem.
U moich rodziców 120km stąd.
Dla Pixela nawet wizytacja:) Z surowością perfekcyjnej pani domu zaglądał ochoczo w każdy kąt. Pomimo braku białej rękawiczki dokładnie sprawdzał czystość każdego zakamarka mieszkania.
Spisał się bardzo dzielnie.
Od razu wynalazł swoje miejsce - pod łóżkiem. Pod wielkim prostokątnym łóżkiem pod które wlazł i cieszył się z braku dostępu do siebie. Z każdej strony łóżka zaglądając, na sam środek zasięgu nie miał nikt. Prócz psa, który z radością tam siedział, znosił różne zabawki i wariował.






Wyjazd, prócz nowego miejsca, setek nowych zapachów, nowych ludzi wokół siebie obfitował również w wielką atrakcję znaną nam, ludziom, pod nazwą Ogród.
Dla Pixela był to magiczny i niezwykły świat. Pełen nowości - mokre liście, suche liście, opadłe jabłko, żwirek, trawa, mokrość wszechobecna, zaparkowany samochód, pokrzywy.
O istnieniu tych ostatnich dowiedział się dość boleśnie. Jednak o owym bólu przypomniał sobie piszczeniem jakieś pół godziny po powrocie. Była zimna woda, ocet na łapkę, poojojanie
(ojojane miejsce boli mniej, ojojoj na łapkę) i ból minął.


Troszkę nas wieczorem wystraszył Pies swoim zachowaniem, bo przez sen, albo w pół-śnie raczej, z na pół-przytomnymi oczami biegał, piszczał, kopał dołki...
Wyglądało to śmiesznie i przerażająco za razem. Nawet śpiąc przeżywał:)
Powrotu do domu Pixel nie pamięta bo całą 2godzinna drogę spał.


Pozdrawiam K.

wtorek, 13 października 2015

O odpowiedzialności..

Jedna wizyta u weterynarza - odrobaczania ciąg dalszy.
Przygoda wieczorno-nocna.
Druga wizyta u weterynarza i szczepienie.
Jak ma się to do odpowiedzialności?

W dwa i pół dnia po odrobaczaniu przez błąd dietetyczny Pixel miał kłopoty żołądkowe.
Tak to się najoględniej nazywa.
Ja widziałam to nieco bardziej emocjonalnie...
Snuje się po mieszkaniu to to smutne, osowiałe, włazi mi na ręce przy każdej okazji, popiskuje z boleści i oczy ma takie jakieś dziwne.
Brzuch jak balon, odbija mu się co chwila, pije jak smok a w dupce korek - nici z załatwiania się (co czuje przyniosłoby mu ulgę). Nos ma spuszczony na kwintę i ogon też.

Ja wariuje.
Czytam, szukam w necie informacji i coraz bardziej płacze. Z psem na rękach.
Serce bije Piexelowi jak oszalałe, dyszy szybko i z popiskiwaniem.
Mnie ciśnienie obija się o sufit a serce o podłogę.
Czytam, szukam w necie..
Od: dieta mojego psa po piruet śmierci czyli jak rozpoznać skręt żołądka.

Na szczęście wkracza P. - mnie wysyła na siłę do sypialni wyczyścić głowę, psa odkłada do kennela.
Chłodna ocena jak to P. - trzeba czekać. Jutro wstanie zdrów jak ryba.

Wstał zdrów jak rybka, jak rekinek gryzący kabel od laptopa:)

Myślałam dotychczas,że patrzenie jak pies uczy się nowych rzeczy, dogadzanie mu i kupowanie najlepszych rzeczy to odpowiedzialność za niego.
Ale poczułam to owej chwili gdy siedziałam na kanapie trzymając na rękach cierpiącego psa i chlipiąc nad nim bo widzę jak go boli.

Boleści na szczęście minęły, wiem już że puki nie będzie miał ustabilizowanej pracy przewodu pokarmowego nie wolno mu dawać ani kawałeczka gotowanego buraczka.
U weta był bardzo dzielny, zjadł smaczne ciasteczko i dopiero po chwili kapnął się,że ukłuto go w kark więc wypada choć troszkę popiszczeć.

Dzielny ten Pixel, dzielny mój P., że umie zapanować nad sytuacją i dzielna ja. Bo tak.

Pozdrawiam K.







piątek, 9 października 2015

Ku dobremu..


Książka "Pozytywne szkolenie psów" Pameli Dennison jest na prawdę rewelacyjna :)
Dużo daje. Przede wszystkim ciekawy wgląd i wyobrażenie na temat psiej psychiki, nauki, zachowania i jego uwarunkowywań. Wciąga i daje zupełnie inne spojrzenie na psa.

Teraz czuję, że bardziej umiem wczuć się w to jak widzi On i rozumie nasze DziwneStado:)

Uspokajam też siebie, umiem już coraz lepiej opanować emocje - nie mogę stwierdzić, że błędy mi się nie zdarzają ale znacznie rzadziej złoszczę się, a kiedy już to robię moja frustracja jakąś sytuacją nie przelewa się na psa.
Na nieodpowiednie/niegrzeczne zachowanie Pixela znalazłam sposób (wg książki i mojego sposobu, bo nie wszystko na niego działa, wyjątkowy ten mój psiak)-rozpraszam go i przekierowuje zachowanie na coś innego. Daję jakąś komendę i nagradzam go słownie.

Tak,tak:) Uczymy się pilnie przez całe ranki i umiemy już parę rzeczy.
A że chwalenia Pixela nigdy dość, dziś była wizyta u weterynarza. Pierwsza wizyta.
Grzeczny, mądry piesek:) Z wielkimi oczami ze strachu. I z jeszcze większymi oczami jak pani Wet wsadziła mu w dupsko termometr:P

Pozdrawiam K.

wtorek, 6 października 2015

Jak się uodpornić na piszczenie i wycie?

Odespawszy nocny dyżur wstałam, schodziłam po schodach i usiadłam z wrażenia!
To co zobaczyłam załamało mi ręce i nogi na raz, aż oddychając i licząc (10,9,8...) zadzwoniłam do P. Ten, próbując się nie udusić ze śmiechu, uspokajał mnie a w duchu cieszył się że jest daleko:)

Obraz jaki zastałam:
Kupa - duuuuża kupa, kupa wszędzie!
A tej kupie Pixel. Ucieszony, radosny, rozbawiony..
Łapy uwalone po łokcie. Wytarmoszony i obgryziony po brzegach karton po żelazku.
Uciapany w tej kupie z każdej strony.
Na wietrze powiewa firanka. Biała. Pixel na nią zaglada tym specjalnym demonicznym spojrzeniem.
Z tym wiatrem ruszającym firanką zdało się słyszeć mój szept - nie skacz na kanapę, tylko nie skacz na kanapę...

Nie wiem ile to trwało, ale musiałam moment się zastanowić co po kolei zrobić.
Pixel jako zwierzę mądre i roztropne na wszelki wypadek czmychnął do kennela.
Zazwyczaj jest serenada (o tym tutaj) jednak tym razem siedział cicho jak trusia.
Poszło szybko.
Worek na śmieci, karton, chusteczki, kupa z podłogi.
Znów chusteczki, zmyć pierdyliard odbitych kupowych łapek z parkietu.
Mop, zmyć podłogę.
Zrobione! :) uff..
Ale ale, chyba o czymś zapomniałam..
Pixel.

Pierwsze mycie łap w naszym krótkim pożyciu przebiegało bez problemowo.
Ani pisnął nie próbował protestować ani się bronić.
Grzeeczny pies.


Czy może nie grzeczny?!
Złościć się na niego złościłam, nie było przytulaków codziennych i totalne było ignoranctwo z mojej strony. Ale kara? Za co?
Za to, że zapomniałam, że na półce mam stary karton i trzeba go wywalić bo pies go wytarmosi?
Za to, że jego kupa nie zniknęła z parkietu jak tylko ją zrobił?

Nie umiejąc sobie do końca poradzić z tą sytuacją i z kwestią jak się zachować kupiłam książkę:
"Pozytywne Szkolenie Psów". Mądra. Na pewno mi pomoże.


Teraz za każdym razem jak znów rusza mnie skomlenie psa i próba wzięcia mnie na litość przypominam sobie kiedy widziałam go z tych schodów:) Żadne psie wycie na mnie obecnie nie działa. A owy kupkowy poranek obecnie wywołuje tylko śmiech:)

sobota, 3 października 2015

To już prawie tydzień..


To już prawie tydzień :)


Sześć dni temu pojawił się w naszym domu Pixel. Cudowne sześć dni i..
no właśnie. Każdemu kto zobaczywszy Pixela mówi, że jest kochany i śliczny przyznam racje –
jest kochany przez Wspaniałą Dwójeczkę, jeśli śliczny (matka natura upstrzyła go w cudne ciapki
a rudość z pyska niewykreowany jeszcze piesek chciał strzepnąć sobie łapkami czego efektem są małe kropeczki rudości na obu przednich).
Ale powiem wam jeszcze coś nie standardowego.
Pixel piszczy.
Cudnie. Tak chwytająco za serce. Tak dobitnie i dogłębnie rozczulając każdy głaz.
Roztapiająco.
Uporczywie.
Wymuszająco.
Celowo.
A jak wyje:) Hmm.. co za śpiewna melodia. Wyciskając moje łzy i sprawiając,że nie wiadomo dlaczego, płaczę na przednim siedzeniu samochodu. Słuchając serenad pt. „Biedny pies w straasznym Kennelu” wiem,że robię dobrze i że to dla jego dobra ale czuję, co czuję – że chce mi się płakać. Skąd w tak małym ciałku tyle determinacji i chęci okręcania swoich ludzi wokół pazurka u małego palca? Nie wiem. Wiem jedno CIERPLIWOŚĆ to słowo tego tygodnia. I pewnie wieelu innych.
 
Na dowód moich słów - niewiniątka fota
 
 
 
Tym razem to ja pozdrawiam - K., od teraz będziemy pisać już Wspólnie:)
 
 
 

czwartek, 1 października 2015

pieć dni

witajcie

Pixel jest już z nami pięć dni.
Dziś zastanawiał się kogo widzi w lustrze.
Otrzymałem uwagę, że w moim pisaniu gramatyka jak i interpunkcja leży. Zgadzam się :)
Jestem wdzięczny za tą uwagę. Jednak nie o tym jest ten blog.
Te pięć dni pokazało mi, że życie ze szczeniakiem dopóki się nie wyszkoli i nie nauczy wystawi na próbę moją cierpliwość i przede wszystkim cierpliwość K.
Pies uczony jazdy autem piszczy, K. jedzie z przodu i też piszczy :)
Pixel dzielnie znosi naukę jazdy, choć nie obyło się bez kupy w aucie.
W domu nauka zostawania w kennelu idzie mu bardzo dobrze aczkolwiek nie bez zgrzytów z jego i naszej strony.
Od dziś ma nową karmę, którą z ręki wcina chętnie natomiast z miski jeszcze nie. Zobaczymy czy zaakceptuje tą karmę. Czas pokaże.
 Żegnam się jeszcze jednym zdjęciem Pixela

Pozdrawiam P.

PS.
Po więcej zdjęć zapraszam na fanpage na facebook'u

wtorek, 29 września 2015

witajcie

witajcie

Zacznę od początku, czyli o czym albo raczej o kim będzie ten blog.
Pixel takie jest imię bohatera tej strony. Jest on Parson Russel terrier'em, ma 8 tygodni i od niedzieli mieszka ze mną i z K.

Wygląda tak:


Jest szybki i wyraźnie zdjęcie są możliwe jak śpi :)
Niedziela była dla niego pierwszym dniem w naszym domu i Pixel był troszkę zestresowany.
Kojec zaakceptował od samego początku a od wczoraj kojec został włożony do kennel klatki, którą troszkę podgryza od zewnątrz (lepiej jak gryzie klatkę niż meble).
Skuteczność celowania z potrzebami fizjologicznymi w ceratę narazie na poziomie około 60%. Jest dobrze.



Na początek tyle, kolejne wpisy z mniejszą lub większą regularnością pojawiać się będą :)

Pozdrawiam P.