wtorek, 20 października 2015

Pierwsze razy


Za nami pierwsza wizyta z psem.
U moich rodziców 120km stąd.
Dla Pixela nawet wizytacja:) Z surowością perfekcyjnej pani domu zaglądał ochoczo w każdy kąt. Pomimo braku białej rękawiczki dokładnie sprawdzał czystość każdego zakamarka mieszkania.
Spisał się bardzo dzielnie.
Od razu wynalazł swoje miejsce - pod łóżkiem. Pod wielkim prostokątnym łóżkiem pod które wlazł i cieszył się z braku dostępu do siebie. Z każdej strony łóżka zaglądając, na sam środek zasięgu nie miał nikt. Prócz psa, który z radością tam siedział, znosił różne zabawki i wariował.






Wyjazd, prócz nowego miejsca, setek nowych zapachów, nowych ludzi wokół siebie obfitował również w wielką atrakcję znaną nam, ludziom, pod nazwą Ogród.
Dla Pixela był to magiczny i niezwykły świat. Pełen nowości - mokre liście, suche liście, opadłe jabłko, żwirek, trawa, mokrość wszechobecna, zaparkowany samochód, pokrzywy.
O istnieniu tych ostatnich dowiedział się dość boleśnie. Jednak o owym bólu przypomniał sobie piszczeniem jakieś pół godziny po powrocie. Była zimna woda, ocet na łapkę, poojojanie
(ojojane miejsce boli mniej, ojojoj na łapkę) i ból minął.


Troszkę nas wieczorem wystraszył Pies swoim zachowaniem, bo przez sen, albo w pół-śnie raczej, z na pół-przytomnymi oczami biegał, piszczał, kopał dołki...
Wyglądało to śmiesznie i przerażająco za razem. Nawet śpiąc przeżywał:)
Powrotu do domu Pixel nie pamięta bo całą 2godzinna drogę spał.


Pozdrawiam K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz